czwartek, 30 sierpnia 2012

rejs do sąsiadów

Dałem się namówić na wyjazd do Dolnej Bawarii. Oczywiście na grzbiecie osiołka. Ponad 1200 km w 4 dni - nic wielkiego, ale ekskursje po wyspie są jednak mniej wyczerpujące. Niestety z powodu ograniczonej ładowności nie mogłem wziąć swojego aparatu. Pożyczonym sprzętem strzeliłem tylko kilka pamiątkowych ujęć. Ale warto tam jechać, jeszcze jak warto.

taniutki hotel przy trójstyku granic

Piaggio Ape w Passau

parking nad Dunajem, pod estakadą

środa, 22 sierpnia 2012

wyciąganie z szafy

Są na Wyspie tematy, o których mieszkańcy wolą nie mówić, a najlepiej to o nich zapomnieć. Swoiste tabu. Ale szafę warto czasem przewietrzyć.


poniedziałek, 13 sierpnia 2012

narty




Krkonošský národní park ogłosił zamieszkującej go faunie, iż od 25 lipca rozpoczyna się okres przygotowawczy do zimy - widziałem adekwatne obwieszczenie przyklejone na małej tabliczce pod świerkiem. Dla fauny ludzkiej oznaczało to zamknięcie zielonego szlaku rowerowego, dla pozostałej zwierzyny zaczął się żmudny czas zbierania zapasów i koniec letniej laby ... właściwie w samym jej środku, ale cóż, Pan swoje wie i o swoją trzodę dba. Idąc tropem czeskich leśników poinformowałem moje domowe koty by także pomyślały o zbliżającej się zimie. Może już czas zmienić futro albo zaoszczędzić parę kalorii? Z dwutygodniowym opóźnieniem, ale koty mnie posłuchały. Zmieniły swoje kocie, letnie obyczaje i przestały wyłazić z domu. Futro zrzucają, a jakże, najchętniej na fotel w którym się właśnie wylegują po kilkanaście godzin dziennie.

Ja również chciałbym przygotować się do zimy. Może uda się sprawić parę nart do chodzenia, by już się w tej zimie za głęboko nie zapadać.



wtorek, 7 sierpnia 2012

zdążyć przed 30-stką

Zdążyć wejść na najwyższy szczyt Wyspy. Gdzie wszyscy już byli, a ja splotem niezrozumiałych do końca okoliczności nigdy nie miałem okazji się tam dostać. Czułem prawdziwy wstyd bo przecież nie tak znowu daleko i nie tak znowu wysoko - ja jednak, pomału dobiegając trzydziestki, nie zaliczyłem choćby jednego wejścia.  Metryka czy wysokość nie mają tu co prawda znaczenia, ale łatwiej mi było osiągnąć cel kiedy wyznaczyłem sobie "deadline".
I udało się. Ponad półtora kilometra nad poziom morza, kilka godzin pieszej wędrówki i już. Byłem na Śnieżce. Ekscytujące miejsce, świetna wycieczka. Warto tam być. Spora radość, obojętnie czy przed 30-stką czy 60-siątką, choć raz trzeba to zrobić.









Na koniec pocztówka muzyczna. 
Dzisiaj już chyba démodé ...