piątek, 30 grudnia 2011

świetlistego roku

Dla mnie czas świąt Bożego Narodzenia był i jest zawsze miły. Radość przeplata się z nadzieją. To święto pełne blasku, święto czekania na światło, które w końcu przychodzi.
Z Nowym Rokiem mam już inaczej. Odczuwam jakiś żal, może nawet niechęć. Chyba nie lubię wrzaskliwych obchodów, tego odliczania i podsumowań. Kiedy rozpędzony stary rok mógłby jeszcze trwać, kiedy wszystko jest uruchomione i działa, nagle w jednej sekundzie kończy się. I trzeba zaczynać od nowa. W tej nowości nie widać światła, a bardziej strach.

Mimo mojej niepewności, życzę każdemu aby wyszedł z cienia trosk. Świetlistego nowego roku :-)




piątek, 9 grudnia 2011

sound & vision #2

dokąd one rozsyłają te listy
każda gałąź pisze swój las
każda głowa koronowana
każda korona
może tylko do końca siebie

może do wiatru wystawiają kogoś
może wymówiono im jasną polanę
w tym sęk
a w sęku domysł


 S. Srokowski
"Korespondencja drzew jesiennych"
fragment









czwartek, 1 grudnia 2011

z archiwum W




Czy to ślusarz Herbert Kuschnid z młodą żoną? Czy robotnik Paul Schneider obok tkaczki Emmy?
Może dostał urlop zdrowotny. Po tym, jak zapadł na tuberkulozę podczas pełnienia służby na pokładzie pancernika Tirpitz, mógł przybyć do Görbersdorf i używać owych sławnych wód. Odwiedził też dawno nie widzianą rodzinną wieś i żonę. Wieczorem poszli do Gaststätte Klesse, a nazajutrz odwiedzili zakład Maxa Otto przy Waldenburger Strasse 5, gdzie zrobili sobie wspólne zdjęcie.

Niczego w tej historii nie mogę być pewien. Choć podobno ich dwoje mieszkało w tym starym tkackim domu, do którego dzisiaj i ja czasem zaglądam.

środa, 23 listopada 2011

ktoś, kogo nie znam

Portale społecznościowe potrafią być przydatne. Dzisiaj, spośród mniej lub jeszcze mniej ciekawych informacji jakimi potrafimy się dzielić publicznie, wyłuskałem linkę do witryny z fotografiami Mariusza Hermanowicza .
I choć znałem jego prace wcześniej, to tylko niektóre. W trakcie przeglądania moją uwagę zwróciło jedno ze zdjęć cyklu Ktoś, kogo nie znam II . Otóż fotografowani przez Hermanowicza przechodnie w pewnym momencie wchodzą do sklepu sieci Marks&Spencer gdzieś w Londynie.
Ale co w tym ciekawego - ktoś zapyta.
Niby nic, ale ja dziś też wchodziłem do takiego sklepu, tej samej sieci, 34 lata później i nie w Londynie, ale tu w stolicy Wyspy. 34 lata temu mnie jeszcze nie było wśród żywych, a i na mojej Wyspie jakąś sieć mogły tworzyć jedynie Domy Towarowe Centrum. I tak fotografia stała się łącznikiem z innym światem z czasem przeszłym, fotografia, przypadek i zakupy w M&S.



niedziela, 20 listopada 2011

ostatnia




Być może to już ostatnia w tym sezonie jednośladowa niedziela. Obchód czy raczej objazd po Wyspie dał dzisiaj zaledwie 70 km. Ale na górskich przełęczach mijałem białe ślady nadchodzącej zimy. Nieliczne potoki, po jak dotąd suchej jesieni, na drogach tworzą pokryte lodem fragmenty i jest po prostu nie komfortowo. Dużo uroku dają natomiast zalegające w dolinach mgły. W drodze na Sokolec do zatrzymania się zmusił mnie ten niecodzienny krajobraz (pocztówka górna). To jakby cała Ziemia Kłodzka tonęła w mlecznej zawiesinie. Szczyty okolicznych wzgórz, na które zwykle nie zwraca się uwagi, dzisiaj podkreśliły swoją obecność wynosząc własne garby ponad taflę mglistego oceanu.

Mój dzielny "osiołek", dzięki któremu mogę w miarę sprawnie poruszać się po Wyspie domaga się już wyraźnie zimowego snu i drobnego serwisu. Na koniec sezonu zrobiłem mu zdjęcie, bez zbędnego sztafażu, niech ma :-) w nagrodę (pocztówka dolna).


niedziela, 13 listopada 2011

sobota, 12 listopada 2011

Herbata

Siedzę. Jest już grubo po północy. Popijam gorącą białą herbatę. Biała jest chyba tylko z nazwy. Herbata jest gorąca i parzy w gębę. Dobrze jest. Dobrze jest wyparzyć gorącą herbatą gębę, zwłaszcza taką niewyparzoną.

Przygotowania do zimy na wyspie trwają. Widziałem dziś ludzi czyszczących rynnę, również takich co palili ostatnie jesienne liście i tych co w święto zrywali jabłka. Ich wszystkich widziałem w słoneczny piątek jedenastego dnia, jedenastego miesiąca, jedenastego roku.







wtorek, 1 listopada 2011

pamięć w kamień wrasta

powracamy do tych, których już nie ma, do bliskich;
są oni już tylko myślą w nas samych;
odżywają na krótko dzięki pamięci;
fotografia pozwala im nie zniknąć - ratuje ulotną pamięć;
fotografia i kamień

ja odnalazłem tych dalszych; od ostatniej niedzieli są również częścią moich wspomnień



niedziela, 23 października 2011

święto wyspy

Nie dalej jak tydzień wstecz, wyspa obchodziła swoje święto. To dzień związany z jej patronką, świętą czczoną od wieków. Okoliczna ludność nie wykazuje jednak przywiązania do swojej wyspy, a jeśli już to chyba nie wyraża go w taki sposób, by świąteczny czas jakoś uczcić. Choćby wspólną biesiadą czy wywieszeniem flagi. Nie, nic z tego. Miejscowy proboszcz jedynie zarządził odpust. Większość jednak zapewne nawet nie ma pojęcia o swoim święcie.
Dla mnie to smutne, bo dla dobra wyspy dobrze jest kiedy jej mieszkańcy czują, że są u siebie, że to ich miejsce. Święto daje możliwość uzewnętrznienia tych uczuć. Jeden dzień w roku dla wspólnoty.
Jednak tu ludzie nie potrafią się cieszyć z tego co mają.
Tak, to jest smutne albo już rzewne pomysły przysłaniają mi oczy, bo jesień tak właśnie działa :)

Ja obszedłem święto świąteczną przechadzką. Pocztówka poniżej.



wtorek, 4 października 2011

Denkmal Beinerta

Ludzi pokroju Carla Beinerta dzisiaj już się nie spotyka. A jeśli są, to kojarzy się ich z "elitą", a "elita" kojarzy się źle. Beinerta w Jedlinie wspomina się zaś już tylko dobrze - jest nawet pomnik.
Sprawdzić tego nie sposób i uśmiecham się sam do siebie na śmiałą myśl o dającym łapówki aptekarzu-geologu, który chce przejąć dom zdrojowy i o tym jak układa się z lokalną władzą w temacie zaadaptowania lasu na park. Nie, o takich przypadkach kroniki milczą. Tu wszystko jest czyste niczym powietrze nad Górami Czarnymi. Doktor Carl pojawia się w Bad Charlottenbrunn; kupuje nieruchomość - jedną, drugą; odkrywa dwa źródła leczniczej wody; modernizuje, buduje i promuje swoją działalność i tym samym miasto. Efektem tych zabiegów jest ciągle rosnąca liczba kuracjuszy przybyłych do wód z całych Prus, a pewnie i z Europy.
W końcu, na wieczną chwałę i pamiątkę, mieszkańcy fundują Carlowi, górujący nad dachami, obelisk w podzięce za trud dokonań. I nic to, że w ich kuchennych kranach płynie już naturalnie gazowana mineralwasser.

Więcej o dr. Beinercie dowiemy się zadając pytanie dr. Google :-)



środa, 28 września 2011

okolice 2

Dzisiejszy rower po okolicy i kilka pocztówek, jeszcze bardziej chaotycznych niż zwykle, bo goniła mnie jesienna burza.