poniedziałek, 11 lutego 2013

teren prywatny


3 komentarze:

henryk pisze...

Gdy byłem tam kilka lat temu,to ten"teren prywatny"trochę mnie zaskoczył.Przez te łąki prowadził zielony szlak z Walimia do Rościszowa.Droga była zagrodzona i zawróciłem.Niemcy wszystkie te nieużytki uprawiali.Po wojnie wypasano tam konie ze strzegomskiej stadniny.Górale przywozili owce z Podhala.Setki krów.Wszystko było ogrodzone drutem kolczastym.Po upadku PRL wszystko się skończyło i przyroda zaczęła wprowadzać swoje prawa.W dolinie zostały tylko gruzy po dwóch wioskach,Rościszowie i Kuźnicach.Znam tam każde drzewo w poniemieckich "sadach".Przy drodze znajduje się cmentarz obsadzony bukami.Pamiętam jak był ogrodzony kutym płotem.Najstarsze daty na grobach pochodziły z XVIII wieku.Dwa małe parki,fontanny,6 stawów rybnych.Leśniczówka była po prawej jadąc z Walimia,przed zjazdem do Glinna.Została Bacówka i jedno gospodarstwo w dolnej części wsi.W Kuźnicach postawiono kilka chat i mały wyciąg.W Potoczku wyciąg rdzewieje,podobno złomiarze się już zainteresowali,bo był nieczynny.Jest tam w okolicy kilka pięknych miejsc.Pozdrawiam.

Gość z Wyspy pisze...

Wyciąg narciarski w Kuźnicach o nazwie Tadeusz? Chyba dawniej "diorowski" (?) Jego górna stacja to zdjęcie nr 3. Dolna stacja czy raczej zabudowania obsługi (nie wiem co tam jeszcze było?) to dwa zrujnowane dzisiaj drewniane obiekty. Po wyciągu nie ma już śladu nie licząc wyraźnej przecinki między brzozami - a jeszcze zeszłej zimy stały resztki metalowych konstrukcji.
A to, że wyciąg spod Bacówki na Wlk. Sowę "nie może" działać uważam za skandal.
Potoczek zaczął wymierać chyba jeszcze przed wojną. Niewiele już zostało, a jakieś próby wprowadzenia tam życia na nowo, spełzły na niczym.

henryk pisze...

Pod wyciąg w Potoczku najpierw wycięto kawał lasu(ok.1969r).Przywieźli czołg bez wieży który wykarczował wszystkie pnie.Następnie zmontowano drewnianą szopę do której ten czołg wjechał.Potem coś zakombinowali z napędem,wystawili wał,zamontowali koło,linę,i"wyrwjrączka"gotowa.Warkot silnika niósł się aż do Walimia.Na tym małym jeździłem,nie było wówczas tej ambony.Poznaję to zbocze po przeciwnej stronie,tam biegła linia wysokiego napięcia.Kiedyś przy jednym z tych słupów "coś"przypadkowo odkopałem.Leciałem później wszystkie od Walimia do Glinna i w drugą stronę,ale już bez skutku.Tą linie już skasowali.Myślałem jeszcze wybrać się z wykrywaczem i przy okazji obskoczyć to miejsce gdzie rozbił się MiG,ale może wiosną.