i zmiana

Po owocnych pięciu latach pożegnałem się z osiołkiem. Na jego grzbiecie przejechałem ponad 20 tysięcy kilometrów po drogach Wyspy i okolic. To dobry sprzęt więc niech daje teraz radość komu innemu. Przepiękne klasyczne Kawasaki też znalazło nowego właściciela. Na boczne wyspiarskie dróżki okazało się za mocne i ciężkie.

Skoro jednak życie nie znosi próżni musiało pojawić się coś nowego. Chciałem by było małe, raczej nie za mocne i dość zwinne. Motocykl na dojazdy do pracy i na niespieszne wycieczki po okolicznych powiatach. By nie rujnowało i tak skromnego budżetu, a w przyszłości, pozwoliło na dokonanie pewnych "customowych" przeróbek (co jest na razie ledwo jakimś pomysłem - nawet nie planem).

I tak pojawił się ON, a właściwie GN :-)

Tak, wiem, że szału nie ma i dupy nie urywa. Jednak dla mnie to powrót w okolice roku 2000 kiedy to będąc licealistą takie suzuki było spełnieniem marzeń jednośladowego nowicjusza. W końcu to także powrót do naprawdę  relaksacyjnej jazdy z oglądaniem landszaftów i możliwością zatrzymania się w każdej chwili i w każdym miejscu.

Po prostu zwykły pierdopęd bez wybujałych ambicji.

A jak "gienek" może w przyszłości wyglądać? Widać choćby tu .

Tymczasem, wieczorny wypad za miasto i pamiątkowe ujęcie z pierwszej przejażdżki:


motocyklem po wyspie #17

 Korzystając z okazji, że na jakiś czas mam motocykl we Wrocławiu, mogłem zrobić odcinek o nizinnej części Wyspy. Oczywiście to co dzisiaj objechałem to zaledwie ułamek jej całości, która to w większości jest niziną :-) Ale, gór było już dość, czas odbić było na północ.
Dolina Bystrzycy i park krajobrazowy w niej utworzony to idealne miejsce na rowerowy wypad tuż pod Wrocławiem. Wycieczka krótka i z częstymi postojami - bo jest na co patrzeć. Starorzecza i lasy łęgowe to tylko niektóre z atrakcji. Rowerem dodatkowo zjedziecie z asfaltu i będzie jeszcze ciekawiej. Po drodze spotkałem ludzi, którzy poznali już to miejsce, także nie byłem sam, jednak jego uroda zasługuje na więcej turystów.

Pod tekstem kilka ujęć z poniedziałkowego wypadu.

W głowie ciągle pobrzmiewała mi myśl, a właściwie dwie. Pierwsza: kiedy tubylcy na szeroką skalę dostrzegą urodę i potencjał ... tej ziemi. Druga: (związana z tą pierwszą) kiedy jeden kretyn z drugim kretynem przestaną urządzać dzikie wysypiska w lesie i nad rzeką.
Cóż, ciągle jesteśmy bardziej dzikim wschodem niż choćby Rep. Czeską.



















Kwiecień

Trudno jest poczuć wiosnę, która przychodzi zaraz po jesieni. Zimy (nie)stety na Wyspie nie było. A to już kwiecień i to taki, że rzepak zaczyna kwitnąć.

Ale najważniejsza informacja jest taka, że osiołek po sanatoryjnych zabiegach wrócił na szosy :-)

Jest i kilka nie związanych ze sobą ujęć z niedzielnego spaceru. Znak, że nie śpimy!


 Drogi kamienne i żelazne. Spadek po dawnych gospodarzach.


 Dom na wzgórzu w Krzyżowej. Jak dla mnie wspaniała architektura wpisana w otoczenie i udany jej remont - to niestety rzadkość. Zazwyczaj króluje styropian, plastik, róż i kolumienki.


 Kwiecień.


Linia nr 137. Kierunek Legnica.